Prawo Przyczyny i Skutku

Z Himalaya-Wiki
Stub Ikona.png
Ten artykuł jest aktualnie w czasie w edycji. Aby zapobiec konfliktom prosimy nie edytować strony do czasu usunięcia tej wiadomości. Nazwa użytkownika, który dodał tę wiadomość, jest wyświetlona w historii tego artykułu lub na stronie historii ostatnich zmian naszej wiki. Jeżeli trwałoby to zbyt długo, skontaktuj się z administratorem Dakszanem lub z użytkownikiem o nicku Kundalin. Dziękujemy!

Prawo Przyczyny i Skutku czyli jak kierować swym przeznaczeniem Wanda Dynowska Według C. Jinarajadasy i A. Besant Wydanie z 1960 roku.


Prawo karmy. Cel przyczyny i skutku

Kto niewolnika ciało niósł

jako książę przyjść może znów,

jeśli dobrocią i cnotą zasłużył;

a król potężny może

w nędzy łachman odziany

jeśli złym czynem zgrzeszy

i dobra zaniedbaniem.

„Światło Azji” Edwin Arnold

W miarę jak wiedza człowieka wzrasta, postrzega on, iż całym światem, w którym żyje, rządzi prawo. Każde nowo odkryte prawo natury wyzwala odrobinę naszej woli, choć na pierwszy rzut oka może się wydawać, że działanie nasze ogranicza; a że czyny są tylko wypadkową wielu sił myśli i uczuć, przejawiających się w niewidzialnych - dla fizycznych zmysłów - światach, przeto nieskończenie ważne jest, by człowiek zrozumiał, że jego wewnętrznym światem rządzi również prawo i aby poznał to niezłomne prawo sprawiedliwości i ładu.

Wielkie prawo Karmy, czyli działania, odkrywa człowiekowi coś z tworzywa jego wewnętrznej istoty, a więc pomaga mu zdobywać, choć powoli i miarowo, władzę nad wszelkimi okolicznościami, a nie być ich niewolnikiem.

Znam naukową koncepcję, iż cały wszechświat jest przejawem energii. Elektron nie jest niczym innym jak „składnicą” energii, podobnie jak jest nią gwiazda, choć w skali nieskończenie większej. Energia ta jest w nieustannym ruchu, w ciągłej przemianie: ruch zmienia się w światło, ciepło lub elektryczność, cięższy element w lżejszy itd., przetwarzanie odbywa się wciąż. Człowiek jest również transformatorem energii; absorbuje energie z pożywienia, powietrza, słońca i przetwarza ją w ruch mięśni czy mózgu. Gdy używa swej energii dla wykonania czynu użytecznego dla innych, nazywamy taki czyn „dobrym”; a gdy używa jej dla szkody i krzywdy innych nazywamy go „złym”. Przez całe swe życie jest takim transformatorem; przyciąga i wchłania energię ogólną, powszechną i przemienia ją na swój własny użytek oraz dla dobra lub szkody innych.

Prawo Karmy jest wyrazem przyczyny i skutku w tym procesie przemieniania energii. Dotyczy ono nie tylko sił widzialnego świata, którymi zajmuje się nauka, ale i o wiele szerszych dziedzin światów niewidzialnych, będących właściwą sferą działania człowieka. Podobnie jak każdy ruch jego ręki rzuca w otaczający świat pewną energię, która narusza równowagę innych sił naszego fizycznego świata, tak każdą myślą i czuciem wywołuje pewne zmiany w swym psychicznym środowisku i zmienia układ sił w swoim stosunku do wszechświata i wszechświata do niego.

rys.1

Pierwszą zasadą, którą należy zrozumieć chcąc pojąć, czym jest prawo Karmy, jest to, iż mamy tu do czynienia z energią i jej skutkami. Jest to energia świata fizycznego - ruchu działania; lub też myślowego - myśli, pojęć, wyobrażeń. Tych trzech rodzajów energii używamy jednocześnie: energii pierwszej w działaniu fizycznego ciała; drugiej w pożądaniach i uczuciach organizmu astralnego, czyli emocjonalnego; trzeciej w myślach, zarówno konkretnych jak abstrakcyjnych w swym myślowym i przyczynowym organizmie. Tęsknić, marzyć, planować, myśleć, wyobrażać, odczuwać, wszystko to jest ruch energii tych trzech światów i zależnie od tego jak ich używamy, pomagamy - tak sobie jak i innym - albo też przeszkadzamy.

Możemy się spytać ku czemu pomagamy lub przeszkadzamy? Wszystka istniejąca we wszechświecie energia - wszelkie jej odmiany, jakich możemy używać w którejkolwiek ze sfer - jest energią Boga, my jesteśmy tylko tej jedynej energii transformatorami. A On, Bóg pragnie, abyśmy w tym przetwarzaniu szli po Jego myśli i w Jego zamierzeniu ewolucyjnym dopomagali.

Jeśli w używaniu tych trojakich energii stajemy się czynnikiem pomagającym w ewolucji (1) czyjejkolwiek bądź, działanie to można nazwać „dobrym”; a gdy przeszkadzającym i utrudniającym - „złym”. A że nie ma chwili, w której byśmy nie używali którejś z boskich energii, przeto z konieczności albo pomagamy, albo przeszkadzamy w wielkim planie ewolucyjnym.

Człowiek nie jest istotą oddzielną, odosobnioną od innych, lecz cząstką ludzkości składającej się z milionów jednostek, przeto każda jego myśl, uczucie i czyn oddziaływają w mniejszym lub większym stopniu, na jego bliźnich, zależnie od ich fizycznej czy psychicznej bliskości - jako na odbiorców jego energii. Każdy użytek, jaki robi z tych energii pomagając lub przeszkadzając całości, której sam jest cząstką, pociąga za sobą pewien skutek dla niego samego. W załączonym wykresie przedstawimy go jako akcje - czyny oraz ich ogólne skutki, czyli - reakcje. (rys.1)

Każda szkoda, utrudnienie czy krzywda uczyniona drugiemu równa się pewnej energii (przedstawionej na naszym wykresie czarnym kwadratem, trójkątem lub kołem) rzuconej w świat, która wyładowuje się czyniąc komuś szkodę: czyli równowaga stosunku wszechświata do tej innej istoty została naruszona, więc musi być przywrócona i to kosztem tego, który krzywdę uczynił. Karma jego szkodliwego czynu przyniesie mu nieuniknione cierpienie, a niejako soczewką dla wyładowania się energii zadającej to cierpienie zostaje pokrzywdzony i tym sposobem przywraca się uprzednia równowaga. Podobnie się dzieje i z każdym czynem dobrym i pełnym życzliwości. Karma jego, czyli skutek, to energia w re-akcji, która wyraża się przez okoliczności przynoszące przyjemność, udogodnienie lub rzecz miłą dla autora poprzedniego czynu.

ryc.2

Należy zaznaczyć, iż w tym świecie rządzonym przez prawo każdy rodzaj energii działa w swej własnej sferze. Jeden człowiek da jałmużnę żebrakowi serdecznie i ze współczuciem; a inny obojętnie, tylko na odczepnego; obaj spełnili czyn dobry i dla obu jednakowe przyniesie on skutki w fizycznej sferze; ale pierwszy będzie miał dodatkową Karmę swej serdeczności w sferze psychicznej w postaci jakiegoś radosnego i miłego wzruszenia, którego pierwszy będzie pozbawiony. Podobnie może ktoś nie mieć nic innego prócz serdecznego współczucia do ofiarowania człowiekowi cierpiącemu. Rezultatem tego będzie jakaś uczuciowa radość, ale żaden podobny skutek w sferze fizycznej.

Chcąc ułatwić zrozumienie tego trudnego przedmiotu, użyliśmy tu innego symbolu dla każdego rodzaju energii,(ostatnia kolumna wykresu) podkreślamy, iż znaki te - kwadraty, trójkąty i koła, jak i gwiazda, są jeno dowolnie wybranymi symbolami. W sferze myśli wyższej, abstrakcyjnej - właściwej ojczyźnie duszy, gdzie przebywa ona wciąż w swej przyczynowej „powłoce” - zło nie istnieje, równa się zeru. Pragnienia i tęsknoty duszy nie mają tu swego negatywnego odpowiednika, nie ma więc nic, co by mogło odpowiadać symbolowi gwiazdy czarnej. Człowiek zbrodniczy i zły nie ma złej duszy, przedstawia tylko mało rozwinięty typ, tj. duszę zaledwie budzącą się jeszcze niezdolną do rządzenia swym fizycznym organizmem ani do nadania kierunku swym żądzom i namiętnościom; energie jej są jeszcze zbyt słabe, gdy powraca na ziemię, aby mogła odpowiednio pokierować obu swymi przewodnikami.

Każdy z nas wchodząc w to życie, ma poza sobą długą przeszłość, innymi słowy rozpoczynając nowe życie na ziemi, przynosimy ze sobą z żywotów poprzednich dobrą lub złą Karmę, która składa się, jakeśmy już mówili, z różnych energii; rycina 2 jest próbą przedstawienia jednostki ludzkiej jako „soczewki” lub „wytwórni,” rozprzestrzeniającej wokół tak „dobre” jak i „złe” energie, przez siebie samą stworzone. Czarne znaki przedstawiają cierpienia, troski, udręki, przeciwności, zaś białe - ideały, natchnienia, radości, uciechy i pomyślne zdarzenia.

Rzuciwszy okiem na diagram uderza nas przede wszystkim wielka ilość cierpień i trosk przeznaczonych człowiekowi a stosunkowo bardzo mała radość, zaś z ideałów widzimy tylko trzy. Należy jednak pamiętać, że energie różnych sfer nie są równe swej sile i wartości oraz w swym wpływie na przeznaczenie człowieka. Jednostka energii fizycznej, sprowadzająca w swym skutku np. dobrobyt, wygody i pomyślnaść może posiadać zaledwie setną część tej siły w porównaniu do jednostki energii myślowej, która wyraża się w „ideale”. Jeśli przedstawimy przez 1 działanie jednostki energii fizycznej, nie przesadzimy oznaczając działanie emocjonalnej przez - 5, myśli konkretnej przez - 25 a myśli abstrakcyjnej - wyższej, tj. tworzącej ideały przez - 125. Toteż człowiek mający w swej Karmie wiele cierpień i trosk, jeśli tylko będzie miał choć parę wyraźnych ideałów, nie może przegrać bitwy życiowej; uczyni w niej na pewno znaczny i daleko sięgający postęp. Natomiast inny, któremu Karma wyznacza stanowisko i dostatek wraz z wielu uciechami i przyjemnościami lecz, który nie przyniósł ze sobą z przeszłych żywotów żadnego natchnienia dla duszy w formie ideałów, może mieć życie płytkie i przeciętne, błahych miłych zdarzeń i … miernoty.

Rozglądając się wokoło i obserwując życie ludzi, którzy nas otaczają, nie będzie przesadą stwierdzenie, iż u znacznej większości przeważa Karma zła nad dobrą; czyli mają więcej żmudnego trudu i udręki, aniżeli radosnej pracy, swobody i szczęścia. Istotnie, w obecnym stadium naszej ewolucji, w dorobku naszym mamy więcej czynników przynoszących cierpienie, aniżeli sprowadzających radość. Rachunek nasz po stronie energii negatywnych znacznie przewyższa pozytywne, gdyż w poprzednich żywotach nie mieliśmy bynajmniej ochoty stosować się do wskazań mądrości, a woleliśmy iść za podszeptami egoizmu, nie bacząc czy tym kogoś skrzywdzimy i przyczynimy mu ból.

ryc.3

A każda energia musi sprowadzić swój karmiczny skutek, gdyż: „co człowiek sieje to i zbiera”. Lecz przed tym żniwem energie zrodzone przez każdego człowieka są rozumnie i starannie układane i tak dostosowywane, by ostateczny rezultat wzajemnego oddziaływania dobrych i złych przyniósł choćby nieznaczną przewagę dobrych, a tym samym dał człowiekowi jak najlepsze możliwości dalszego rozwoju. Gdyby przy narodzinach wszystkie nagromadzone przez nas energie poszły w ruch, przy tak znacznej przewadze złych bylibyśmy tak przytłoczeni nędzą, smutkiem i nieszczęściem, iż wprost nie starczyłoby nam sił do walki z przeciwnościami. A celem naszego życia jest walka skuteczna, przeciwstawianie się złym, a dodawanie i wzmacnianie dobrych czynników w naszym ogólnym dorobku; toteż dla każdej duszy przy jej powrocie na ziemię dostosowuje się ją do jej siły, wytrzymałości, zdolności walki i przyswajania sobie nauk losu. Czynią to tzw. Władcy Karmy - wielkie Anioły, które wedle zamierzenia Boga wypełniają Jego Prawo - istoty rozumne, potężne, działające jako wykonawcy prawa przyczyny i skutku. Nigdy nie wymierzają kar ani nagród, tylko tak układają i dostosowują działania skutków wywołanych przez nasze własne czyny, myśli i uczucia, aby te pomogły nam w dalszym rozwoju. W układaniu Karmy każdego człowieka baczą, aby stosunek dobrej do złej był dokładnie taki, aby nie przewyższał jego siły i możliwości, aby była pewna nadwyżka czynników dobrych.

Na rycinie 3 mamy koło przedstawiające całość Karmy człowieka, czyli sumę nagromadzonej energii z jego przeszłych żywotów; koło ma dwie części białą i ciemną. Biała przedstawia ilość dobrej a ciemna ilość złej Karmy. Załóżmy, że całość Karmy człowieka wynosi 100 jednostek i, że stosunek dobrej do złej jest wyrażony w proporcji przedstawionej na naszym diagramie, tj. jak 2 do 3. Część a e b c a przedstawia dobrą Karmę, o 40 jednostkach, zaś część a d b c a przedstawia złą Karmę, w ilości 60 jednostek. Całokształt nagromadzonej lub tzw. Dojrzałej Karmy, jest znany w filozofii indyjskiej pod nazwą Sanczita, czyli zgromadzenia.

ryc.4

Z tej całości Władcy Karmy wybierają pewną część przeznaczoną na nowe wcielenie duszy na ziemi. Wyobraźmy sobie, że biorą jedną czwartą dla wyżycia w nowej inkarnacji. Ta jedna czwarta jest przedstawiona na naszym diagramie przez segment e c d a e; przy czym e c a oznacza dobrą z 10.7 jednostek; zaś a c d a złą z 14.3 jednostek. Proporcja między dobrą a złą nie jest teraz jak 2 do 3, jak w całości, a jest jak 3 do 4, czyli daje człowiekowi więcej z jego dobrego „zapisu” aniżeli, by mu się należało, jeśli tak można powiedzieć.

Część Karmy, z którą człowiek rozpoczyna dane życie na ziemi, nazywa się w filozofii indyjskiej - Praradbha, czyli początkowa, odpowiada to muzułmańskiemu „kiszmetowi” tj. losowi, „który Bóg uwiązuje na szyi każdego człowieka,” przy jego narodzinach (2).

Na rycinie 4 mamy tę Prarabdha Karmę, dobra jej część to segment f i g h f a zła to segment f h g f . Wspomnieliśmy, iż propozycja dobrego w stosunku do złego wybranego na jedno życie była większa aniżeli jego proporcja w ogólnej sumie wszystkich żywotów przeszłych. Zaznacza się to wyraźnie w naszym diagramie, gdzie segment f i h f przedstawia proporcje dobrego w całej Karmie, a większy segment f i g h f przedstawia jego ilość wybraną na nowe życie.

ryc.5

Karma będąc siłą w miarę swego działania wypełnia pewną pracę, która wywołuje w życiu człowieka reakcje, sprowadza skutki, przedstawione na ryc. 1. W miarę życia i doświadczeń człowieka Karma przedstawiona na ryc. 2 wyczerpuje się, „wyżywa” lecz praca wykonana sprowadza znów swój skutek, tj. tworzy nową Karmę zależną od rodzaju reakcji człowieka, od jego mądrości w stosunku, którym sam może kierować. Jeśli przypadające mu w udziale cierpienia wzbudzą w nim pogodną cierpliwość w ich znoszeniu oraz współczucie w cierpieniu innych ludzi; jeśli przeciwności pobudzą go do tym większych wysiłków, a nie zniechęcą i nie obezwładnią; jeśli niesprawiedliwości, jakie spotykają go od ludzi, nie wzbudzą goryczy, a raczej tym większą chęć jak najprędszego wyrównania ongiś uczynionych krzywd. Jednym słowem, jeśli będzie rozumnie spłacać swe długi karmiczne i chętnie równoważyć skutki swych czynów, wówczas ta nowo-tworząca się Karma będzie dobra i wyzwalająca. Lecz jeśli się będzie zacinać w niechęci i sprzeciwie, jeśli będzie przyjmować los z szemraniem i goryczą a spłacanie długów, których żąda odeń Karma będzie uważać za niesprawiedliwość i stanie się okrutny i twardy dla innych, przyczyniając im znów cierpienia, wówczas oczywiście powiększy swą złą Karmę i zamiast postąpić na drodze ku swobodzie i szczęściu, nowe sobie ukuje kajdany.

W praktyce, gdy mamy spłacać długi karmiczne, większość z nas tworzy nową karmę, jak i dawniej mieszaną, tj. częściowo dobrą, częściowo złą (3). Jeno u rozumniejszych dobra będzie przeważać nad złą. Mądrość życia polega na rozumieniu, czego „żąda od nas los.”

ryc.6

Owa nowo stworzona Karma, zwana w sanskrycie Agami albo Krijamana, czyli Karmą „przyszłości” jest pokazana na ryc. 5. Jest to szersze koło aniżeli na ryc. 2. Gdy 25 jednostek Karmy, tak dobrej jak złej, spłaciło się lub wyżyło, przypuścimy, iż 36 nowych obu rodzajów razem, zostało stworzonych; tak więc proporcja dobrej do złej na początku życia była jak 3 do 4, a przy jego końcu będzie - nowo-stworzonej dobrej 16 a złej 20 - czyli jak 4 do 5. Na ryc. 5 promień m l i promień k l zaznaczają wielkość segmentów dawnej dobrej wyżytej i nowej stworzonej.

Na ryc. 6 mamy oba diagramy, tj. 4 i 5 położone jeden na drugim. Widzimy od razu, iż jest tu zarówno więcej energii wytworzonej, jak i większa proporcja dobrej w stosunku do złej. Wracając do ryc. 3 widzimy, iż teraz segment a e c d a został wyczerpany, wyżyty; a zamiast niego musimy wstawić nową Karmę przedstawioną na diagramie 4, to widzimy na ryc. 7. Koło zewnętrzne przedstawia nową całość stu jedenastu jednostek, zaś koło wewnętrzne poprzednią całość 100 jednostek, promienie p o i p r pokazują jak dla przyszłości mamy większą proporcję dobrej Karmy w stosunku do złej, aniżeli było poprzednio, bo teraz 45.3 do 65.7, czyli jak 41 do 59, a proporcja dawnej całości była jak 40 do 60, więc zmiana jest nieznaczna, tylko o jednostkę więcej dobrej a o jedną mniej złej, jako rezultat całej inkarnacji.

Można powiedzieć, iż zanim człowiek nie zrozumie podstaw ewolucji, wciąż jest miotany przez te same fale doli i niedoli, smutków i radości przez szereg lat i szereg żywotów. Dopiero, gdy budzi się w nim pragnienie przyśpieszenia ewolucji ogólnej, wedle zamysłu Boga i służenia pomocą innym, a nie tylko życia dla siebie, coś wyraźnie zmienia się w jego „losie,” czyli Karmie; cały proces rozkwitu duszy wchodzi w nową fazę, bo odtąd rozwój przyśpiesza się od jednego życia do drugiego, jakby w geometrycznej progresji.

ryc.7

Może teraz będzie jasnym dla czytelnika, iż każdy jest w dużej mierze związany z własnym losem, bowiem tzw. „przeznaczenie” - to owa suma dobrej i złej Karmy wybranej dlań na to życie z jego ogólnego dorobku przez Władców Karmy. Rodzice, dziedziczność, kraj, w którym się rodzi, religia, sfera społeczna i otoczenia, do którego ma należeć, ludzie, którzy mu będą pomagać lub przeszkadzać; sposobności, jakie mu życie dostarcza; obowiązki jakie nakłada; zdrowie, budowa organizmu, uroda, wreszcie śmierć - oto są czynniki wyznaczone przez „los” i nie dające się zmienić. Ale choć energie te muszą nieuniknienie wyładować się, nie określają i nie narzucają mu bynajmniej jak ma reagować na ich działanie, choć niewielka i w wąskiej skali przejawiająca się wola jego jest przecież swobodna, może reagować na swą dawną Karmę rozmaicie i przechylać szalę przyszłej znacznie więcej na stronę dobrej aniżeli złej. Choć nie można zaprzeczyć, iż ograniczają go zarówno poprzednie skłonności i charakter, jak ciśnienie wywierane przez otoczenie, ale wszak boski Duch w nim przebywa i jak tylko dostatecznie się obudzi, skierowuje cały wysiłek ku współdziałaniu, a nie przeciwstawianiu się Prawu Ewolucji.

Można by powiedzieć, iż obowiązkiem „starszych” w narodzie, jak i jego rządu, jest takie uregulowanie warunków wychowania, oświaty, pracy, wczasów itd. aby mogły dopomóc każdej jednostce we współdziałaniu z ewolucją, a utrudniały paczenie się jej i opóźnianie w rozwoju; lecz w dzisiejszych czasach jest to jeszcze utopia, która zrealizuje się może kiedyś, w przyszłości. Dopóki ten szczęsny dzień nie nadejdzie, gdy jakikolwiek człowiek w społeczności upada, czyni źle, popełnia zbrodnie, a większość swych złych skłonności zawdzięcza wpływom otoczenia i warunków, każdy z nas, który przyczynił się do wytworzenia takiego a nie innego społecznego środowiska, bierze udział w Karmie jego czynów.

ryc.8

Mówiliśmy już, iż Władcy Karmy kierują dobrem i działaniem energii karmicznych. Musimy teraz zrozumieć zasady, którymi się rządzą. Przedstawiamy je w skrócie na wykresie 8. Władcy Karmy mają do czynienia z całością karmicznych energii każdej jednostki, nie mogą nic do nich dodać, nic od nich ująć. Związki karmiczne danego człowieka pochodzą z odległej przeszłości; wiążą go z pewną społecznością, klasą, narodem, toteż musi urodzić się tam, gdzie te związki będą mogły znaleźć swój wyraz i - „wyżyć się”. Ale jedno życie na ziemi jest tylko małą cząstką długiego ich szeregu; a wszystkie wiodą do szczytu człowieczeństwa. Wówczas wychyla się już człowiek poza ludzkość i staje się Mistrzem Mądrości i Współczucia, urzeczywistnieniem Pierwowzoru, jaki Bóg dla niego stworzył (4).

Wszędzie wkoło widzimy zastraszające różnice losu i żadna materialistyczna teoria nie zdoła nam ich wytłumaczyć. Jeden człowiek ma od urodzenia silny, wspaniale zbudowany organizm, a drugi ma organizm wątły. Jeden ma od dzieciństwa subtelny słuch i muzykalne zdolności, drugi przychodzi na świat głuchoniemy. W rodzinie dotkniętej daltonizmem trzech synów dziedziczy to kalectwo, a czwarty ma normalną wrażliwość na kolory. Cóż może być przyczyną, iż ci trzej przejdą przez życie z tak smutnym ograniczeniem, a czwarty będzie od niego wolny? Nie można pojąć przeznaczeń poszczególnych ludzi, jeśli na nie patrzymy tylko od strony fizycznego istnienia. Lecz zagadka losu rozwiąże się snadnie, jeśli spojrzymy od strony rozwoju życia i przyjmiemy trzy założenia:

1. Człowiek jest Jaźnią duchową, wieczną i niezniszczalną Monadą, czyli „jednostką świadomości” w łonie Boga. Duch jego, raczej jego cząstka, przyobleka ciała, „pogrąża się” w materię, „zstępuje” na ziemię i poznaje, doświadcza, uczy się tworzyć i działać wedle praw, które go naprzód ograniczają, a potem zapewniają swobodę, aż wreszcie „powraca w dom Ojca” jako samodzielny twórca, współpracownik Pana w Jego niezmiernym, nieskończonym wszechświecie.

2. Człowiek żył już setki razy na ziemi, gdzie myślał, czuł, działał, ku dobremu lub ku złemu, czyli wprawiał w ruch energie, które pomagały lub przeszkadzały w dalszym rozwoju, zarówno jemu samemu, jak i innym. W każdym życiu spotyka skutki swych myśli, uczuć i czynów.



3. Człowiek nie jest wolny lecz związany i ograniczony zanim nie pozna boskiego Prawa i nie uzgodni z nim swoich myśli, uczuć i czynów. („Poznajcie Prawdę, a Prawda was wyswobodzi”) Żyje, raz po raz wracając na ziemię, by urzeczywistnić cel - wyrosnąć w pełną postawę Człowieczeństwa wedle prawzoru, jaki Myśl Boga dlań stworzyła.

Jak dla roślin i zwierząt istnieją pewne archetypy, wzory kształtów i form, tak dla istot ludzkich istnieją Pierwowzory w duchu. Jeden człowiek zostanie kiedyś promienną świętą wielkością w swej wszechmiłości i wszechwspółczuciu; drugi genialnym w ujmowaniu i przekazywaniu wiedzy o prawach i prawdzie; trzeci wspaniałym w mocy niezłomnej i dalekowidzącej, w umiejętności rządzenia i kierowania ludźmi i narodami; inny nieustraszonym odkrywcą i uczonym, o przenikliwym, szerokim rozumie, odczytującym zagadki życia; jeszcze inny natchnionym artystą, twórcą piękna i wspaniałej harmonii.

Każdy z nas dąży, acz może jeszcze nieświadomie, do wydobycia i urzeczywistnienia swej wewnętrznej prawdy, która odpowiada Myśli Boga; do obudzenia w sobie Słowa, jakie On nam wyznaczył. Pełnia Jego dźwięku jest właśnie tym Pierwowzorem i celem, do którego nieustannie dążymy.

Na drodze tej niemal największą pomocą jest twórcza praca, odpowiadająca naszej istotnej naturze. Bowiem po to my, jako dusze, schodzimy na ten ziemski świat, by odkryć, co jest naszą pracą twórczą i wyzwolić ukrytą w nas moc, zmagając się i walcząc o jej wypełnienie. Znaleźć ją nie jest łatwo. Pominąwszy wszelkie zewnętrzne czynniki - obecną budowę społeczną, walkę o byt, itp. - jednym z koniecznych warunków będzie odpowiedni organizm fizyczny. Może on być pomocą lub przeszkodą dla duszy w jej drodze, bowiem cało-życiowa działalność człowieka w dużej mierze zależy od budowy i rodzaju jego fizycznego ciała; a że dostarczają go rodzice, dziedziczność będzie odgrywała znaczną rolę. Toteż Władcy Karmy z dostarczanych przez rodziców fizycznych elementów, wybierają i zasilają te, które będą najużyteczniejsze dla stworzenia typu fizycznego odpowiadającego potrzebom duszy w wyrażaniu przeznaczonej dla niej na to życie Karmy. Jeśli jej następnym krokiem w ewolucji ma być np. rozwinięcie talentu muzycznego, będą starali się dobrać jak najodpowiedniejsze dla tego czynniki. Muzyk musi być obdarzony niezwykle wrażliwym systemem nerwowym, jak i specjalnym rozwojem komórek ucha; toteż Władcy Karmy najstaranniej zasilają te elementy podczas rozwoju embrionu w łonie matki. Rozumie się samo przez się, iż dusza taka będzie skierowana do rodziny muzykalnej o dziedzicznie wrażliwym i wybitnie rozwiniętym słuchu. ryc. 8. Nie może tu być mowy o przypadku.

Jeśli z drugiej strony wewnętrzna siła danego człowieka ma być wyrobiona na stałe, uparte stawianie czoła przeciwnościom lub cała natura uszlachetniona przez cierpienie, wówczas inne czynniki będą zaznaczone, np. dość słaby organizm, mało odporny na choroby ,lub obarczony jakąś ciężką dziedzicznością. A jeśli człowiek ten był już w przeszłości dobrym matematykiem, a w danym życiu ma zostać geniuszem w tej dziedzinie, tedy specjalnie zasilą w embrionie komórki mózgowe odpowiadające talentowi matematycznemu. Zależnie od zadań i prac, jakie ma przed sobą dany człowiek - wyznaczonych mu przez jego własną przeszłą Karmę - owe wielkie pomocne Istoty dobierają i zasilają odpowiednie czynniki w jego tworzącym się fizycznym organizmie, np. siłę i odporność dla pionierów, odkrywców, badaczy; a wrażliwość nerwową dla artystów oraz tych, którzy wiele mogą zdziałać przez bezpośredni kontakt ze światem istot niezależnych itd.

Władcy Karmy - wielkie Anioły zwane Budowniczymi - przychodzą człowiekowi z pomocą w wypełnianiu jego losu zawsze wedle Prawa Sprawiedliwości, które mówi: „co człowiek posieje, to i zeżnie”. Owe olbrzymie anielskie Istoty nie karzą ani nagradzają, jeno takie dobierają spośród czynników dostarczonych przez rodziców energie, które człowiek w swej przeszłości puścił w ruch i tak je układają we wzajemną współzależność, aby stały się dlań pomocą, dźwignią i bodźcem w szybszym odkrywaniu swej prawdy w przyswajaniu sobie nauki wyznaczonej na to życie dla duszy i w wykonaniu swej pracy. Gdy wyznaczają człowiekowi radość czy cierpienie, wspaniałe, pomyślne warunki, czy też nieszczęścia, trudności i klęski, to jedno mają na względzie, wiedząc, iż celem człowieka w jego obecnym stopniu rozwoju nie jest być szczęśliwym czy nieszczęśliwym, a uczynić choćby jeden krok ku urzeczywistnieniu swego wewnętrznego Słowa, swego Archetypu. Czeka go w dalszych okresach jego pracy - gdy zadania swe pocznie wypełniać z całą świadomością i rozumieniem - szczęśliwość niezmierna lecz dopóki tego poziomu nie dosięgnie, jest obowiązkiem Władców Karmy wywierać nań ciągły nacisk, przynaglać w drodze, zagrzewać do wysiłku i walki, prowadzić od jednego doświadczenia do drugiego czy będą one radosne, czy smutne, pomyślne czy też bolesne.

Z nieograniczonym współczuciem i nieskończoną mądrością lecz nie odchylając się ani na jotę od bezwzględnej sprawiedliwości, budują dla jednej duszy ciało zharmonizowane, giętkie, wspaniałe, odpowiednie dla geniusza a dla drugiej wątłe i chorowite, które przez całe życie będzie utrapieniem i ciężarem, jak kula u nogi. Przeszkody i pomoce, radości i bóle, powodzenia i klęski, to jakby cegiełki, które sam człowiek przygotował dla zbudowania swego czasowego mieszkania, narzędzia swej pracy i twórczości. Nie jest celem Władców Karmy uczynić człowieka zadowolonym czy też narzekającym, dobrym czy „złym”. Zadaniem Ich jest pomóc mu zbliżyć się do swej wewnętrznej Prawdy. Nic nie mogą dać ani ująć z jego Karmy, tylko tak ją ułożyć, tak dostosować energie wytworzone przez duszę, poprzez wszystkie żywoty i śmierci na ziemi, aby jak najszybciej dotarła do swego celu, do swego ostatecznego wypełnienia.

Nie należy jednak sobie wyobrażać, iż ów „los”, ułożony na jedno życie dla człowieka, jest czymś zupełnie niezmiennym i zakrzepłym; nieraz się zdarza, iż sam może go zmienić przez niezwykłe ustosunkowanie się do okoliczności. Z drugiej strony niektóre czyny, zdawałoby się patrząc z zewnątrz nieuniknione i przesądzone, nie są takimi bynajmniej, np. samobójstwo nie jest nigdy w przeznaczeniu człowieka, choćby się nam zdawało, że ciśnienie warunków jest ponad jego siły; będzie to tylko złudzenie. Zadaniem pisanym w losie człowieka jest zawsze walczyć, zmagać się z przeciwnościami, przeciwstawiać klęskom, nieszczęściom, bólom i własnym słabościom; a nie poddawać się biernie fali, nie uginać pod brzemieniem, nie ślepnąć od chwilowej, choćby nieprzeniknionej, zdawałoby się mgły.

Zmienić bieg przeznaczenia może też człowiek niejednokrotnie przez czujne i szybkie „schwytanie” jakiejś sposobności, nie będącej w jego losie nieodzowną. Może np. spotkawszy „przygodnie” wielkiego świętego, wieszcza lub Nauczyciela religijnego, z którego działalnością nie był dotąd specjalnie związany, oddźwięknąć tak silnie na jego naukę, odczuć tak żywo i głęboko jego wpływ, iż przemiana wewnętrzna niemal rewolucyjna może wprowadzić nowe czynniki w jego życie, stworzyć nowy związek z tym wielkim Nauczycielem nadając jakby inny, niespodziewany kierunek jego dalszej Karmie.

Nierzadko również Karma jednego człowieka była jakby wytrącona ze swego biegu przez czyny innych ludzi, nie przewidziane w jego losie. We wszelkich podobnych wypadkach - czy będą one pomagające, czy przeszkadzające rozwojowi danego człowieka - należy pamiętać, iż ogólny zasób jego Karmy jest o wiele większy aniżeli się da w jednym życiu wyrazić, więc ta nowa, pomyślna czy nieszczęśliwa, bywa dodana lub odjęta od całości a sprawiedliwość zawsze zachowana.

Należy również wspomnieć, iż istnieją różne związki karmiczne pomiędzy ludźmi. Mogą oni być związani jednym lub kilkoma, ale niekoniecznie wszystkimi jej rodzajami. Najczęstszym jest związek karmiczny przez miłość i przez nienawiść; ale jest i wiele innych np. związki rasy, narodu, klasy, grupy społecznej czy nawet fachu. Gdy człowiek rodzi się np. w kaście kapłańskiej jakiejkolwiek religii, bierze z konieczności udział w Karmie kolektywnej tej grupy jako całości, a może ona sięgać wieków wstecz i być zarówno dobrą, jak i bardzo złą. A członek pewnego narodu będzie podlegał pomyślnej, jak i nieszczęśliwej Karmie, jaką dany naród sobie zgotował w przeciągu wielu wieków. Istnieje również Karma związana z powołaniem, zawodem, pracą lub misją historyczną różnych grup ludzkich.

Tak olbrzymi przedmiot jak działanie Prawa Karmy, czyli - człowiek w czynie - wymaga obszernej pracy. Aby w pełni objąć całe znaczenie i działanie Karmy potrzeba mądrości nadczłowieka, ale zrozumienie choćby głównych podstaw i zasad jej działania wystarcza, by zrewolucjonizować nasz światopogląd, zmienić zasadniczo nasze pojęcia o życiu, o człowieku i o nas samych. Może najlepszym przedstawieniem w skrócie tego, co wiemy o Karmie jest nasz diagram Nr 9.

W przeszłym życiu W teraźniejszym życiu
Pomocne czyny dadzą Dobre środowisko
Czyny szkodzące dadzą Złe środowisko
Tęsknoty i marzenia dadzą Zdolności
Stale powtarzane uczucia i myśli dadzą Charakter
Powodzenia w zamiarach i pracy dadzą Zapał
Przeżycia i doświadczenia dadzą Mądrość
Cierpienie i ból dadzą Mądrość i Sumienie
Wola dopomagania innym dadzą Uduchowienie
Głeboka miłość dadzą Wielkie Serce

Zaprawdę istnieje JEDEN, Jedyny, który tą wszystkość rzeczy wszelkiej powołał w byt, wedle wielkiego Zamierzenia w duchu Miłości i Piękna; ale w obecnym stopniu ewolucji człowieka ten boski plan, ta przeogromna wizja twórcza realizuje się dotąd w pełni tylko „w niebiesiech" lecz jeszcze nie „na ziemi”. Ale On z nieskończoną cierpliwością czeka aż się ziści Wola Jego „jako w niebie tak i na ziemi”. A dzień ten nie może nadejść zanim każda z miriadów dusz - żywych cząstek Jego Samego - będzie gotowa swobodnie i dobrowolnie uzgodnić swą wolę z Wolą Jego i zburzyć swój mały światek, aby go dostosować do Jego wielkiego Zamierzenia. Jest On bowiem wielkim Budowniczym, który rozbija i przebudowuje to, co Sam stworzy i kształtuje nowe dzieła, coraz to większe i doskonalej oddające Jego twórczą myśl. Niezliczone wszechświaty to Jego boskie działanie, „Karma” to Jego wieczyście nowy twórczy czyn. Gdy każdy z nas pozna ,co jest najistotniejszą tęsknotą jego serca, gdy zrodzi się w nim wola, by zburzyć wszystko, co dotąd zbudował, po to, aby lepszy, doskonalszy zaistniał świat dla ludzi wszystkich, wówczas pozna jak i jego czyn - Karma - będzie w harmonii z Wolą Najwyższą.


Karma i reinkarnacja

Znaczenie prawa Karmy streszcza się w prostych słowach: „Co człowiek posieje, to i zbierze.” Nikt nie spodziewa się, siejąc żyto zebrać owsa. I w tym zasadza się cały sens tego powszechnego prawa. Choć nie jest łatwo odkryć jego działanie w naszym codziennym życiu, jak i zdarzeniach spotykających naszych przyjaciół czy okolicznościach, w których żyją nasi znajomi i ich rodziny, a tym bardziej w losach grup społecznych i narodów. Ale bliższe, szczegółowsze studia rządząc się zawsze rozsądkiem i logiką, wiele nam mogą dopomóc. A chyba nie ma nauki w filozofii indyjskiej, która by tyle rzucała światła na dotąd zupełnie niezrozumiałe i zagadkowe problemy oraz przedstawiała równie jasno koordynację wszystkiego co żyje, współzależność ludzi oraz sprawiedliwość działającą równie niezmiennie i niezachwianie w świecie psychicznym, moralnym, jak w fizycznym - jak to prawo karmy.

Oczywiście należy je rozpatrywać wraz z dopełniającym je i odeń nieoddzielnym pojęciem, choćby traktowanym jako hipoteza robocza, tzw. Reinkarnacji, tj. wielokrotnych żywotów na ziemi, które to prawo właściwie jest także powszechnym w przyrodzie; a bez niego na szereg nierozwiązalnych zagadek, jakie w życiu spotykamy, nie można sobie choćby w przybliżeniu odpowiedzieć.

Dlaczego jeden człowiek przychodzi na świat utalentowany w doskonałych dla swego rozwoju warunkach, pracuje na szerokim narodowym terenie, jest użyteczny, pomocny setkom współbraci, szanowany, wpływowy? Dlaczego drugi przychodzi na świat kaleki w okolicznościach utrudniających mu wszelki rozwój, jest całe życie zamknięty w obrębie paru uliczek prowincjonalnego miasteczka, bez jakiejkolwiek pomocy w szerszym stopniu na świat, bez sposobności udzielania innym czegoś z wrodzonych darów charakteru i serca? Dlaczego jeden w najskromniejszych warunkach jest radosny, wszędzie roztacza uśmiech i serdeczność, drugi z tego co ma, nie jest zadowolony a pełen goryczy i buntu, pretensji do losu i do ludzi za wyimaginowane niesprawiedliwości? Jeden już od wczesnego dzieciństwa przejawia dobroć, przywiązanie i szlachetność, drugi od najmłodszych lat jest chytry, przebiegły, podstępny, pełen złośliwości i okrucieństwa. Wszystkich tych różnic rzucających się nam na każdym kroku w oczy, nie da się logicznie wytłumaczyć bez przyjęcia (jak powiedziałam choćby chwilowo jako roboczej hipotezy) tych dwóch dopełniających się pojęć: reinkarnacji i karmy.

Przede wszystkim należy zrozumieć, że karma jest to PRAWO - równie powszechne, niezłomne, niezmienne i nienaruszalne jak każde prawo Przyrody; jak to ostatnie nigdy nie może być złamane, nigdy naruszone, nigdy przyczyna nie może być pozbawiona swego skutku - czy objawi się on natychmiast, jak sparzenie się, gdy włożymy palec w ogień, czy po wielu miesiącach i latach, jak przebywanie w niezdrowym środowisku, które sprowadza po pewnym czasie niedomaganie, a wreszcie poważne zapadnięcie na zdrowiu. Przyrody nie da się oszukać, prawo działa wszędzie i nie zna wyjątków. Ludzie, najczęściej na Zachodzie nie rozumiejący dostatecznie tego prawa, sądzą, iż rodzi ono fatalizm. Jest to błąd powierzchownego myślenia.


Niewzruszoność prawa

Każdy z nas wie, iż żyjemy w świecie rządzonym przez prawo, że otaczają nas zewsząd prawa przyrody, których nie da się złamać. A jednak, gdy po raz pierwszy żywo i konkretnie zdamy sobie sprawę, iż dziedzina moralna - świat naszych myśli i uczuć - jest rządzona prawami równie niewzruszonymi jak otaczający nas fizyczny świat nierzadko ogarnia nas przygnębienie i bezradność, jakbyśmy się nagle poczuli igraszką w ręku jakiejś nieznanej, ogromnej potęgi, która kieruje nami i rzuca tam, gdzie chce. Tymczasem w rzeczywistości jest odwrotnie, gdyż owa „potęga”, gdy ją zrozumiemy, zaniesie nas posłusznie tam, gdzie zechcemy sami. Wszystkich sił przyrody możemy używać swobodnie i własnowolnie, gdy je dostatecznie poznamy i zrozumiemy ich działanie. „Przyrodę podbija się posłuszeństwem. ” Wszystkie jej niezwyciężone i niewyczerpalne energie są na nasze usługi od chwili, gdy dzięki zdobytej wiedzy współdziałamy z nimi, a nie sprzeciwiamy się lub opieramy im. W każdej chwili możemy wybrać z jej nieprzebranych zasobów te energie, które nam są najpotrzebniejsze i najbardziej użyteczne oraz pokierować nimi wedle własnej woli, a niezmienność prawa staje się gwarancją powodzenia naszych usiłowań.

Wszystkie doświadczenia naukowe opierają się na tej niezmienności prawa, jak i wszelkie planowania na przyszłość i przewidywanie rezultatów. Na tym opiera się chemik w swych doświadczeniach. Będąc pewien, iż przyroda musi mu dać zawsze tę samą odpowiedź, jeśli jej zada to samo ściśle i właściwie sformułowane pytanie. Zmianę w odpowiedzi przyrody - w rezultatach swych doświadczeń - przypisuje tylko sobie, tj. niedopatrzeniu w zastosowanym przezeń procesie lecz nigdy zmianie w jej prawach. Podobnie się dzieje z każdym czynem ludzkim: im bardziej się opiera na ścisłej wiedzy, tym pewniej można przewidzieć jego skutki, gdyż „przypadek” nie istnieje,. To, co nieraz tak nazywamy jest wynikiem jego niewiedzy, nieorientowania się w działaniach praw, których badacz dostatecznie nie zgłębił lub je przeoczył. W świecie moralnych praw, w świecie myśli i uczuć, podobnie jak w fizycznym, skutki mogą być obliczone i z góry przewidziane. Przyroda nie zawodzi nas nigdy, zawodzić nas może tylko nasza własna ślepota albo krótkowzroczność. Wiemy np., że przy wchodzeniu na schody czy wspinaniu się na góry trzeba dodatkowego wysiłku w stosunku do potrzebnego na równinach, ale prawo ciążenia nie przeszkadza nam w działaniu wedle naszej woli. Zupełnie podobnie jest w dziedzinie tzw. „moralnej”, czyli w działaniu tych samych praw, o czym dotąd mało myśleliśmy.

Jeśli stwarzamy i rzucamy w otaczający nas świat nienawiść, złość - która jest zawsze energią destrukcyjną, rozbijającą, czyli przeszkadzającą rozwojowi życia - możemy nie być skazani na doświadczenie nieuchronnego jej skutku w formie cierpienia tylko wówczas, jeśli potrafimy ją zneutralizować, tj. wprowadzić w grę energię odwrotną, równoważącą, przeciwdziałającą jej - energię życzliwości, dobroci, serdeczności i przyjaźni. Czy to zrównoważy całkowicie pierwszą i doprowadzi do zera - a więc unicestwi jej skutek - czy tylko nieco go zmniejszy i złagodzi, czy też przeważy, zostawiając w naszym budżecie moralnym plus a nie minus, zależy całkowicie od ilości i natężenia obu we wzajemnym do siebie stosunku. Jeśli np. pierwsza - niechęć i złość - będzie równała się 5 jednostkom, druga może się równać także 5, rezultat będzie 0 (plus minus się znosi); albo równać się 3, wówczas albo zrównoważy, albo 6 - a wtedy przeważy.

Więc Karma tj. prawo przyczyny i skutku, jak i wszystkie prawa, wiąże nas i czyni niewolnikami skutków nieświadomie lub bezmyślnie stwarzanych przyczyn, jeśli działamy w ciemnocie, na ślepo, nie licząc się z prawem lub je ignorując. Ale w miarę zdobywania wiedzy i poznawania działania praw jest możliwe uwalnianie się przez rządzenie nim świadome i rozumne. Owo neutralizowanie skutków dawno stworzonych przyczyn, tworząc dobrowolnie nowe a odwrotne, jest jedną z nauk Jogi dostępną zresztą dla każdego, kto dostatecznie poważnie przestudiuje to zagadnienie i zechce wyciągnąć zeń praktyczne do życia zastosowane konsekwencje.

Prawo Karmy nie jest ani bardziej, ani mniej „święte” czy też „czcigodne” aniżeli jakiekolwiek inne prawo przyrody. Nikomu nie przyszłoby na myśl np. modlić się do jakiejkolwiek Wyższej Potęgi - choćby samego Stwórcy - o uchylenie dla nas jakiegoś fizycznego prawa, o uczynienie wyjątku w jego działaniu. Uważalibyśmy człowieka podobnie zanoszącego do Boga modły za niespełna rozumu. A przecież robimy to samo wciąż, modląc się o odwrócenie od nas klęski, choć żadna, której sami nie przygotowaliśmy, nie może nas dosięgnąć; o odwrócenie nieszczęścia, choć „nie zasłużone”, tj. nie wywołane przez nas samych, puszczeniem w ruch odpowiednich energii, nie może nas spotkać. Jest to fizyczną niemożliwością, bo tylko to spotykamy w życiu, cośmy sami wywołali. Wyraża to dosadnie maksyma; „Spotykamy w życiu tylko siebie samych”. Inni, którzy nam zadają ból, krzywdzą czy gnębią są w stosunku do nas tylko pośrednikami, niejako pionkami wyrażającymi skutki własnych naszych czynów, myśli i uczuć w przeszłości.

Pojęcie, iż cierpienia i utraty, które nas w życiu spotykają są to „kary”, że w ogóle we wszechświecie rządzonym przedziwnie rozumnym a pełnym miłości i piękna prawem - może istnieć coś podobnie ludzkiego, jak gdzieś przez kogoś, kto się „gniewa” i jest przez nasz czyn „obrażony”, arbitralnie i każdorazowo wymierzana kara, uczyniło ludziom więcej zła, niż wszystkie najsroższe i najstraszniejsze klęski i katastrofy od początku wieków.

Prawodawstwo ludzkie jest zmienne i nieraz o tyle dowolne, że w innych stronach świata zupełnie odrębne; a w tym samym kraju wymiar sprawiedliwości zależy od politycznych, społecznych i religijnych przekonań i przesądów sędziów, od kulturalnego środowiska i indywidualnego moralnego ich rozwoju, od znajomości psychologii, własnych zamiłowań a nieraz i humoru. Ale prawa o przyrodzie czy to fizycznej, czy moralnej, będąc wyrazem Wielkiej Myśli stwórczej Najwyższego, która światy całe powołała w byt są szerokie, niezmienne, powszechne i nie znają wyjątków. Przypisywanie tej boskiej Myśli i Woli jakiegokolwiek faworyzmu, chęci „kupowania” u Niej „wyjątkowych praw” za cenę modlitw, świeczek czy rytuałów, jest jednym z najbardziej bezsensownych i obniżających pojęcie Najwyższego przesądów.

Czytelnik może się zapytać, cóż więc znaczy tzw. „grzechów odpuszczenie”, żal, który „zmywa” winy, modlitwa, która, odwraca klęski itd.

Rozpatrzmy te pytania. „Grzechem” jest tylko to, co popełniamy wiedząc, że jest szkodliwe, czyli Prawu sprzeciwiające się. A składają się na taki postępek wielorakie czynniki: myśli, zazwyczaj zabarwione silnie pożądaniem lub inną namiętnością, a dostatecznie silne, by pchnąć nas do czynu tzw. „złego”, tj. szkodzącego nam samym lub bliźniemu. Każda z tych trojakich energii - myśli, czucia, akcji działa w swojej własnej odrębnej sferze i tylko w niej przynosi skutki. Jeśli np. myślowo sprytnie i perfidnie udowadniamy sobie, że kradzież nie skrzywdzi danego człowieka, że nie jest złem, itd. tym samym wprowadzamy w swój myślowy świat - zwany nieraz przewodnikiem lub narzędziem myśli, czyli naszym „ciałem” mentalnym - czynnik destrukcyjny, fałszu, chytrości, przebiegłości, podstępu, a więc na przyszłość objawi się to spaczeniem charakteru, tendencją do dalszego oszustwa, trudnością nawet w rozpoznawaniu i odróżnianiu dobra drugiego człowieka - popełniamy kradzież, tj. wyraźny, konkretny czyn. W dziedzinie charakteru znów sami na tym najgorzej wyjdziemy, bo wszystkie te cechy, które nas do tego czynu skłoniły wzmocnią się w nas i niechybnie wcześniej czy później przyniosą cierpienie - czy to w formie potępienia przez prawa ludzkie, czy znalezienia się w warunkach bardzo nieprzyjaznych dla naszego rozwoju, czy wzmocnienia w nas tendencji, które się mogą skrystalizować w o wiele poważniejszej zbrodni i kosztować nas życie. Skutki konkretne mogą również - przy wykryciu kradzieży - być opłakane: więzienie, utrata posady i szacunku wśród ludzi, pewne piętno, które zostaje na całe lata i psuje wszystkie stosunki w społeczeństwie.

Ten sam czyn - kradzieży - może być także popełniony z zupełnie inną „zawartością” psychiczną, co nie zmienia go zazwyczaj wobec prawa ludzkiego, ale zmienia bardzo znaczenie w działaniu prawa Karmy. Może ktoś głodny ukraść, by zaspokoić głód lub by pomóc rodzinie, dzieciom niedożywionym itp., zdając sobie dobrze sprawę, iż nie jest to postępek szlachetny, ale nie widząc innego wyjścia. W tym wypadku zarówno myślowy jak emocjonalny stosunek, tj. pobudka będzie zupełnie różna i może stosunkowo niedużo wpłynąć na jego charakter w przyszłości. Ale fizyczny skutek - więzienia, itd. - będzie ten sam. Pozostanie również, jak i w pierwszym wypadku, konieczność zrównoważenia krzywdy materialnej wyrządzonej okradzionemu człowiekowi.

Co ze skutków tych trzech czynników składających się na świadomy czyn kradzieży, tj. „grzech” może być „odpuszczone”, czyli zmienione? Czy mogą być zmienione skutki moralne chytrości i egoizmu lub słabości? Czy może być „zawieszony” skutek fizyczny, tj. konieczność wyrównania krzywdy tylko za cenę paru modlitw odmówionych, mających służyć jako „zadośćuczynienie”? Czy można tak łatwo zrzucić z siebie odpowiedzialność za rezultat pewnego zespołu psychofizycznych czynników, któreśmy stworzyli? Zdaje się to być wierutnym nonsensem. Więc? Czy wszystko, co przywykliśmy brać poważnie, jest jeno od wieków wszczepianym przesądem? Niejeden „trzeźwo” myślący człowiek jest dziś skłonny tak myśleć. Jednak o tyle nie ma racji, że wchodzą tu jeszcze inne czynniki, o których nie mówiliśmy dotąd.

Czym jest tzw. „łaska” - stan, który (jak uczą nas) tracimy przez grzech, a odzyskujemy przez „żal” i sakrament? Jest ona czymś o wiele konkretniejszym, niż moglibyśmy przypuszczać. Jest to prąd niezmiernie wysokiej duchowej energii, która wprawdzie jest wciąż wokół nas i nieustannie działa, ale dla przyjęcia której musimy mieć „duszę otwartą”, a powiedzenie to wyraża tylko w obrazowej i syntetycznej formie pewien stan naszego psychicznego organizmu, gdy energie życia - nie tylko o odmianie energii żywotnych - ale o wiele wyższe, duchowe, mogą w nas krążyć swobodnie, bez zatorów, przeszkód i zatamowań. W tym stanie „otwartości duszy” możemy być z tymi energiami w nieustannym kontakcie. Mogą płynąć przez cały nasz psychiczny organizm swobodnie, przynosząc natchnienie, jasność, impuls ku dobremu itd. Otóż „grzech” - nie tylko zresztą wyrażony konkretnym czynem, ale i w myśli mściwej, zawistnej, pełnej pogardy czy namiętności ślepej i egoistycznej - stanowi mniejszą lub większą tamę, przeszkodę, jakby zamykał drogę dla tych energii „łaski”, jakby przerywał komunikację ze sferą ich pełnego działania, tj. sferą Ducha, jakby skrzywiał przewód, którym one płyną i rozchodzą się jak krew po całym naszym psychicznym organizmie. Nie dziw, że ludzie w „stanie grzechu” nie są zazwyczaj ani twórczy, ani radośni.

Otóż ten właśnie skutek - przerwania „komunikacji” z wyższym i najwyższym jest usunięty przez to, co nazywamy „żalem”, tj. przez świadome i pełne zrozumienie szkodliwości naszego czynu (jak i myśli i namiętności czy żądzy) oraz przez sakrament w katolicyzmie, a tylko własne zwrócenie się ku Wyższemu w innych chrześcijańskich Kościołach, jak i w wielu innych religiach. Ten skutek zatamowania łączności z Wyższym i z własną Duszą, nadwerężenia i nadwątlenia „komunikacji” - a czasem zupełnego jej przerwania - jest „od-puszczony”, czyli usunięty i łącznik na nowo nawiązany. Ale to, jakkolwiek piękne i ważne nie wpływa w niczym na skutki poprzednich czynników, chyba że napięcie miłości - energii odwrotnej - będzie tak silne, iż niektóre z owych ujemnych energii będzie w stanie zrównoważyć.

Nie mogę pominąć tu niezmiernie rozpowszechnionego a fatalnego w swych skutkach błędu, który psychicznie olbrzymią nam szkodę wyrządza, jakkolwiek dobra intencja tkwi u jego podnóża. Oto rozpamiętywanie popełnionego „grzechu”, zatrzymywanie na nim myśli, nieraz bardzo długo, niby to chcąc wywołać żal, w rezultacie daje tylko wzmocnienie destrukcyjnych czynników, napełnia umysł pojęciami o brzydkim i małym, czyli umacnia w nas tendencję do powtórzenia tego samego grzechu, a nie leczy nas z niego. Jest to oparte na psychologicznym prawie - myśl jest siłą twórczą, „tym się stajemy o czym myślimy”, mówi starożytne a niezmierne ścisłe przysłowie. Więc bez względu na świadomy cel, z jakim takie rozpamiętywanie podejmujemy, sam fakt napełniania umysłu obrazami ”winy”, „grzechu”, „boleści” itp. jest zdecydowanie szkodliwe; podobnie jak ciągłe myślenie o chorobie i zatrzymywanie wyobraźni na jakimkolwiek niedomogu fizycznego organizmu. Wyobraźnia może nas pchnąć w chorobę fizyczną; tym bardziej może nas zatruwać psychicznie, zakorzeniając niejako pewne cechy w naszym charakterze, zamiast je zniwelować, tj. zrównoważyć odwrotnymi, jak tego sobie życzymy. Może się to wydać dziwne, jednak na podstawie niezliczonych doświadczeń jest stwierdzonym faktem. Może po przestudiowaniu następnych rozdziałów tej książeczki stanie się to dla czytelnika jaśniejsze.

Jedynym twórczym, trzeźwym i rozumnym stosunkiem do tzw. naszych „grzechów”, win czy pomyłek, jest stwierdzenie, że takimi były, znalezienie szybko ich przyczyny i … odwrócenie całej uwagi kierując chęci czy pragnienia w coś odwrotnego. Tak samo, gdy potykamy się na drodze, wstajemy czym prędzej i staramy się zaraz iść dalej, a nie siadamy na miejscu upadku i nie rozmyślamy nad nim przez godzinę. W tej dziedzinie przesądy w tzw. „rachunkach sumienia” i konieczności „żalu” ad infinitum są zastraszająco częste i nieraz neutralizują dobre skutki sakramentalnego naprostowania.

Podobnie, gdy komuś drogiemu wyrządzimy przykrość czy krzywdę i sprawimy ból, trzeba prędko, choć częściowo wyrównać to przez szczerą prośbę o wybaczenie i … iść dalej nie oglądając się już więcej za siebie. Umiejętność niezatrzymywania myśli na rzeczach ujemnych a nawet tylko beztwórczych jest jednym z najważniejszych warunków szybkiego i … zdrowego rozwoju. Wszystko to stanie się jaśniejsze, gdy przestudiujemy budowę otaczającego acz niewidzialnego dla nas świata oraz skład naszego psychicznego organizmu.


Sfery wszechświata

Chcąc zrozumieć działanie Karmy, musimy zdobyć nieco wiadomości o trzech niższych sferach wszechświata, jak i o odpowiadających im trzech przewodnikach, czyli tzw. ciałach człowieka. Załączony tu wykres przedstawia te sfery oraz odpowiednie czynniki w psychicznej budowie człowieka. Nazwy ich wyrażają stany, w jakich świadomość działa w każdej z tych sfer.

W szkołach prawdziwej Jogi, w poważnych praktycznych studiach okultystycznych, każdy się uczy samodzielnie działać w tych poszczególnych dziedzinach i sprawdzać własnym doświadczeniem zdobywane nauki, potwierdzając teorię praktyką.

Najniższy przewodnik naszej świadomości to ciało fizyczne; służy jej do działania w fizycznym świecie; tutaj ograniczeniem świadomości będzie stopień rozwoju i pojemności mózgu oraz wrażliwość zmysłów i systemu nerwowego.

Tabela 3.png

Ale ciało fizyczne posiada swój „odpowiednik” lotny, dla bardzo niewielu ludzi widzialny w postaci delikatnej fiołkowo-szarawo-niebieskawej owalnej „chmury” otaczającej je, a zwanej czasem „aurą zdrowia”, „ciałem eterycznym” lub przewodnikiem tzw. Prany - żywotnej siły, energii słonecznej. Ma ono zasadnicze znaczenie dla życia, zdrowia i sprawności fizycznego organizmu. Gdy zostaje częściowo wydalone przez zemdlenie, środek usypiający (chloroform, itp.) lub hipnotyzm ciało fizyczne jest jakby sparaliżowane, bezwładne, niezdolne do ruchu ani działania. Jeśli jest nadwyrężone przez sposób życia i odżywiania niezgodny z prawami przyrody wiotczeje, gorzej spełnia swą funkcję - przyswajania subtelniejszych żywotnych energii - co oddziaływa na ciało fizyczne, zmniejsza jego odporność i sprowadza wszelkie niedomagania, chroniczną anemię, itp. Ważność ciała eterycznego, przewodzącego również magnetyczne prądy, jest dla sprawności ciała fizycznego zadnicza.

Następne tzw. „ciało psychiczne”, to przewodnik namiętności, pożądań, pragnień, uczuć i wzruszeń; odpowiada on olbrzymiej, a wielce różnorodnej sferze wszechświata, zwanej też psychiczną lub astralną, gdyż materia jej, w porównaniu do wszystkiego co znamy w świecie fizycznym jest świetlista „jak gwiazdy”, stąd „gwiezdny” czyli astralny.

A że działanie myśli-rozumowanie, kojarzenie pojęć, przewidywanie, planowanie itp. - jest niemal zawsze z namiętnościami i uczuciami złączone, przeto zwie się tę sferę, w Sanskrycie, mianem podwójnym, Kama - żądza, w niższych; a Kama-manas - Myślo-czucie, w jej wyższych dziedzinach czy „warstwach”.

Następna sfera myśli ma także dwa, jeszcze bardziej odrębne poddziały czy też regiony; niższy - myśli konkretnej, analitycznej, porównującej i wyobraźni, która tworzy wyraźne obrazy i kształty; oraz wyższy, myśli syntetycznej, uogólniającej, operującej wśród zasad, praw, pierwowzorów, czyli archetypów a nie budującej wyraźnych obrazów.

W pierwszym świadomość człowieka posługuje się przewodnikiem utkanym z subtelnej, lotnej, materii tej sfery, zwanym ciałem myślowym lub mentalnym; w drugim zaś o wiele subtelniejszym, które nosi miano - „przyczynowego”, gdyż ono gromadzi rezultaty naszych przeżyć i doświadczeń podczas jednego życia, a przetworzone na skłonności, talenty, wrodzone tendencje itd. przekazuje psychice człowieka w jego następnym wcieleniu na ziemi.

O sferze intuicji i wszechmiłości, ojczyźnie prawdziwej Ducha człowieka, o tym „pierwiastku Chrystusowym” jego Ducha ani o świetlistym jego przewodniku niewiele możemy tu powiedzieć, bowiem u znacznej większości ludzi pozostaje on jeszcze w uśpieniu, w zalążku, a studium nasze ogranicza się do trzech niższych sfer, w których działa każdy przeciętny człowiek. Do tej czwartej, wzniosłej sfery duchowej sięgają rzadkie wyjątki, a działają w niej w całej pełni świadomie tylko wysocy Jogowie i święci. Choć przebłyski nagłych olśnień, natchnień i najwyższych wzruszeń - „wieści” z tej sfery - zna niejeden wielki artysta, myśliciel, geniusz lub człowiek czystego serca, który umie gorąco, prosto, bezinteresownie miłować, a w chwilach niezwykłych wzniesień poznaje czym jest wszechmiłość, wszechwspółczucie i jedność Życia.

Tym mniej możemy powiedzieć o najwyższej sferze Ducha, sferze czystego Bytu poza tym, że jest źródłem i celem wszystkiego, co istnieje, jego przyczyną i wieczystym podłożem. Poznanie w sobie Ducha - odpowiadającego tej sferze wszechświata - to poznanie tożsamości z Bogiem, co jest jednoznaczne ze „zbawieniem”, gdy widzi się jasno, iż „wszystko z Ducha i dla Ducha jest, a nic dla ziemskiego celu nie istnieje”. Jest to dostateczne wzniesienie się w boskość.

Choć wszystkie te sfery składają się z „materii”, jest ona w każdej inna, im wyżej tym subtelniejsza, bardziej lotna i podatna do szybszych wibracji. Mamy analogię tego w przyrodzie - im wyżej w górach tym powietrze jest rzadsze i lżejsze. Każda z tych sfer, podobnie do znanej nam dobrze fizycznej, jest przepełniona milionami mieszkańców o różnym stopniu rozwoju; tak jak tutaj - od kamienia do człowieka, od dzikusa do geniusza, tak i tam - od wzniosłych i potężnych Aniołów duchowej i myślowej sfery do owych półświadomych istności elementarnych, fizycznego świata, skala różnic jest olbrzymia. W każdej sferze, w każdej cząsteczce duch i materia są najściślej ze sobą złączone - każdej cząsteczki ciałem jest materia a ożywiającym życiem - duch. A wszelkie niezależne agregaty cząsteczek, wszystkie oddzielne, najróżnorodniejsze kształty i formy wszelkiego typu i rodzaju mają jako swą duszę owe żywe istności, różniące się skalą swego rozwoju, odpowiednio do stopnia rozwoju formy i organizmu, który ożywiają. Nie istnieje we wszechświecie żaden kształt, który by nie miał swej „duszy;” może nią być najwyższa duchowa Istota - Anioł lub niższy elementarny stwór (trudno go nawet nazwać „istotą”), lub jakakolwiek istność znajdująca się pomiędzy tymi dwoma biegunami wielkiej Jakubowej drabiny Życia. Tutaj musimy się przede wszystkim zająć istotami sfery psychicznej, astralnej, bowiem one to są z człowiekiem związane, połączone z jego przewodnikiem odpowiadającym tej sferze, zwanym w Sanskrycie „Kama-rupa” (dosłownie - „kształt Kamy”, żądzy i uczucia,) nieraz też zwany: organizmem lub ciałem wrażeń i uczuć; one są weń wetkane, wplecione, one też zasilają i rozwijają jego psychiczne zmysły. Nazywa się je w Sanskrycie - „Rupa-dewata”, co by po polsku można przełożyć jako - „duszki kształtu” (w innych językach przyjęła się nazwa - „elementale formy”). Pracują one w świecie zwierząt; sprowadzają też zmiany przetwarzające wibracje na wrażenia.

Charakterystyczną ich cechą jest właśnie wrażeniowość, czyli zdolności nie tylko odpowiedzi na wibracje - bodźce - ale i odczuwania ich. Sfera astralna roi się od tych tworów - o różnej skali rozwoju świadomości - które odbierają przeróżne bodźce, kojarzą je i przetwarzają we wrażenia i odczucia. Toteż każda istota - zwierzę czy człowiek - posiadająca w sferze psychicznej przewodnik, w którego skład są owe istotności - Kama-dewata - wplecione, staje się przez to samo zdolna do odbierania i odczuwania wrażeń. Wszyscy doświadczamy wszelkich wrażeń poprzez ciało psychiczne.

Człowiek nie jest świadom życia cząstek i komórek swego fizycznego ciała. Posiadają one własną świadomość i nią powodowane kierują procesami wegetatywnymi organizmu ludzkiego; ale jego właściciel nie dzieli z nim tej świadomości i nie bierze udziału w ich pracy ani im świadomie pomaga, ani przeszkadza w procesach selekcji przyswajania i wydalania oraz odnawiania i budowania komórek i tkanek. Nie potrafi też w każdej chwili tak zjednoczyć swej świadomości z „duszą” komórki, serca np., aby zdać sobie sprawę, co w niej zachodzi. Świadomość człowieka - normalnie - skupia się głównie i działa w sferze psychicznej, bo nawet w wyższych jej regionach, gdzie myśl jest też ruchliwa i czynna, pozostaje ona zawsze ściśle z czuciem spleciona. Myśl zupełnie od wzruszeniowego pierwiastka wolna, „czysta”, w tej sferze nie przejawia się, a należy do następnej. Lecz najwyższe uczucia zdolne wyrazić się w najsubtelniejszej materii tej sfery „uderzają” niejako swą wibracją w ponad-myślowy świat, budząc zdolność wibracyjną w odpowiednim przewodniku człowieka; dlatego to nieraz ludzie prawdziwie świętobliwi, czyści i bezinteresowni są niezaprzeczalnie „uduchowieni”, choć rozwojem umysłowym mogą nie dorównywać wybitnym inteligencjom swych czasów.

Cały ten olbrzymi, astralny świat roi się od istności podobnych do tych, które wchodzą w skład psychicznego ciała człowieka, jak i o wiele prymitywniejszych i mniej zorganizowanych psychicznych ciał zwierząt. Toteż tą stroną swej natury - wzruszeniową, emocjonalną - człowiek wchodzi w bezpośredni kontakt z tymi istnościami w całej sferze i dzięki nim i poprzez nie niejako nawiązuje łączniki i stosunki z różnymi otaczającymi go przedmiotami. Jedne są mu miłe i pociągające, inne niemiłe i odpychające, czyli wywołują, upodobania lub wstręty. Swą wolą, namiętnościami, rodzajem uczuć i wzruszeń oddziaływają bardzo konkretnie na owe niezliczone rzesze tworów - Kamadewata - które oddźwiękają bardzo żywo na każde drgnienie emocji i uczuć, jakie człowiek nieustannie, acz mimowiednie, rzutuje na wsze strony w otaczający go świat. Jego własne psychiczne ciało odgrywa rolę aparatu, który zarówno przetwarza wibracje przychodzące z zewnątrz we wrażenia, jak i uczucia idące z wnętrza przemienia w wibracje rozchodzące się naokół.

Ciało astralne człowieka jest aparatem niemal równie misternym i złożonym jak i fizyczny organizm. Posiada również swe ośrodki „zmysłów”, zwane „czakramami” lub „kwiatami lotosu” w literaturze indyjskiej. To ostatnie miano dzięki podobieństwu szybko wibrujących, świetlistych dysków, zamkniętych kręgów lub kół, - tak się one przedstawiają oczom jasnowidza - do różnobarwnych, wielkich płatków kwiatu lotosu pozostają w łączności z ośrodkami nerwowymi ciała fizycznego. W człowieku pierwotnym lub na niskim stopniu rozwoju są słabo zarysowane i w mętnych barwach. Im wyższy rozwój tym się stają bardziej świetliste, szybciej wibrujące i coraz doskonalej spełniają swe wielorakie funkcje; a wszelkie tzw. „psychiczne zdolności” jak jasnowidzenie - polegające na rozszerzeniu skali wrażliwości na wibracje światła a w „jasnosłyszeniu” - dźwięku, przekraczanie ograniczeń przestrzeni przez porozumiewanie się na odległość, przenoszenie się z miejsca na miejsce poza fizycznym ciałem, itp. - zdolności dobrze znane wszystkim prawdziwym Jogom zależą właśnie od rozwoju ciała psychicznego i jego „czakramów”, o których istnieje ogromna literatura; przyśpieszenie ich rozwoju należy do ćwiczeń Jogi.


Tworzenie się myślo-kształtów

Nasza psychiczna natura - umysł w połączeniu ze wzruszeniowością - działa w swej własnej sferze, wśród lotnej i subtelnej materii wyższych regionów sfery astralnej i tworzy tam wciąż obrazy, kształty, wizerunki, które będziemy nazywali Myślo-kształtami. Wyobraźnię nazywa się - i słusznie - stwórczą zdolnością naszej duszy. A jest to o wiele ściślejsze i bardziej dosłowne, aniżeli większość ludzi używających tych słów może przypuszczać. Owa zdolność tworzenia obrazów jest charakterystycznie twórczą władzą umysłu, a słowo jest nieporadnym usiłowaniem opisania owych obrazów. Pojęcie idea, obraz myślowy to rzeczy złożone, a bynajmniej nie proste. Całego zdania potrzeba, aby mniej lub więcej dokładnie je opisać; toteż wybieramy jakąś najbardziej charakterystyczną ich cechę i nadajemy jej miano i owo imię ma wyobrażać - z konieczności bardzo niedoskonale - całość. Mówimy np. „trójkąt”, a słowo to wywołuje w umyśle słuchacza pewien obraz, na którego dokładny opis potrzeba wiele zdań. Myślimy symbolami, a następnie z trudem a bardzo niekompletnie i nieudolnie, usiłujemy w skrócie przedstawić nasz symbol słowami. W dziedzinach, gdzie można porozumiewać się bezpośrednio, wprost od jednego umysłu do drugiego, bez pomocy słów, wyrażanie tych symboli jest doskonałe, przewyższające wielokrotnie wszystko, co słowa są w stanie wyrazić. Nawet w bardzo ograniczonym przekazywaniu myśli na odległość, nie słowa są posyłane do „odbiorcy” a idee, symbole. Mówca wyraża w słowach taką cząstkę swych myślowych obrazów, na jaką go stać, a słowa jego wywołują w umyśle słuchacza obrazy, odpowiadające tym, które istnieją w mówiącym; umysł ma do czynienia z obrazami, nie ze słowami. Toteż można powiedzieć, iż znaczna większość nieporozumień i sprzeczności wiodących nieraz do poważnych sporów, polemik i tarć, a nawet tragedii pomiędzy ludźmi, pochodzi z tego, iż jedni z tymi samymi słowami łączą inne obrazy niż drudzy, albo też używają innych słów dla określenia tych samych obrazów i pojęć.

Myślo-kształt jest więc obrazem myślowym stworzonym przez umysł człowieka z subtelnej materii wyższych regionów wyższego świata, w których, jak już mówiliśmy, skupia się jego działalność. Ów myślo-kształt składający się z szybko wibrujących atomów materii danej sfery, powoduje podobne wibracje wokoło, a te stwarzają wrażenia dźwięku i barwy w każdej istności, która posiada zdolność przyjmowania ich w ten sposób. W miarę jak dany myślo-kształt unosi się dalej - lub opuszcza niżej, jeśli wolimy to wyrażenie dla zaznaczenia jego przejścia w niższe regiony tej sfery - wibracje jego rozchodzą się naokół jego barwo-dźwięki i przywołują, przyciągając do myślo-kształtu, którego są emanacjami istności należące do tej barwy. Bowiem wszystkie duchy, duszki, istoty i twory, jak i wogóle wszystko cokolwiek istnieje we wszechświecie, należy do jednego z siedmiu wielkich Promieni Światła, do prądu jednego z siedmiu od prapoczątków wszechświata istniejących „Synów Światłości”. Pierwotne, białe światło Ducha Świętego, inaczej mówiąc przejawionej Myśli Bożej, rodzi „siedem wielkich Duchów otaczających tron Boga” - jak się Je w świętych księgach nazywa, które wyrażają siedem zasadniczych barw, siedem podstawowych tonów itd.; a każda z barw i dźwięków dzieli się na siedem pod-promieni i pod-tonów i tak dalej, w wielkiej skali kolejnych podziałów i różniczkowań.

A więc pośród niezliczonych odmian wszelkich czynników naszego wszechświata wszystkie istniejące w nim istoty toteż i Kamadewata - należą do jednego z poddziałów barwy i dźwięku. Można się z nimi porozumiewać językiem barw, oddźwiękają na ten kolor i jego połączenia, do którego same należą. Znajomość tego języka barwo-dźwięków, jak i oczywiście rodzajów oraz pracy różnych istności świata astralnego jest jedną z tzw. „nauk okultystycznych”; jest niezmiernie ciekawa i ścisła i daje nam władzę nad przyrodą. Wszelkie tzw. „cuda” - jak chodzenie po wodzie, unoszenie się w powietrzu, swobodne chodzenie przez ogień, itp. zależą właśnie od współdziałania i wyraźnej pomocy istot tych żywiołów a nieskończona ilość psychicznych „cudów” od pomocy różnych mieszkańców tej sfery. Oto dlaczego prawdziwa wiedza dotycząca barw, dźwięków i liczb - jako podstawy obu - była zawsze najstaranniej strzeżona przez Wielkich, którzy ją posiadali, bowiem mając ją zdobywa się też umiejętność rozkazywania tym istnościom. Wola człowieka, wyrażona w zrozumiałym dla nich języku, staje się przemożnym rozkazem, czyli daje mu niemal nieograniczoną nad nimi władzę. Jest to równie niebezpieczne jak broń w ręku dziecka lub dynamit - bomba atomowa - dane do dyspozycji bez skrupułów moralnych.

Jeden z Mistrzów Mądrości mówi o języku barw, co następuje:

„Jakżebyście mogli zrozumiale przemawiać, a właściwie i rozkazywać tym półświadomym siłom przyrody, których środkiem porozumiewania się z nimi nie są słowa mówione lecz dźwiękowe i barwne, pozostające we wzajemnej współzależności wibracyjnej. Bowiem dźwięk, światło i barwa - to główne czynniki przy tworzeniu różnych stopni i rodzajów tych istot, gdy o ich samym istnieniu nie macie najmniejszego pojęcia, a wierzyć w ich bytowanie zabraniają wam wasze autorytety. Tak ateiści, tak chrześcijanie, materialiści jak spirytyści wysuwają swe argumenty zaprzeczające ich istnieniu, a nauka sprzeciwia się jeszcze gwałtowniej podobnie poniżającemu „przesądowi”.

Ludzie, którzy studiowali historię starożytną, może pamiętają, wprawdzie dość niejasne, ale niejednokrotnie powtarzające się wzmianki o języku barw, w którym były pisane niektóre święte księgi w dawnym Egipcie, a każdy błąd w użyciu barwy, przy ich przepisywaniu był jak najsurowiej karany. Nie tu jest miejsce, by wchodzić w szczegóły tej skądinąd niezmiernie ciekawej dziedziny. Stwierdzę więc tylko raz jeszcze fakt, iż do półświadomych istności tej sfery, jak i do Aniołów przemawia się kolorami, gdyż słowa barwne są dla nich równie zrozumiałe jak dla nas mówione.

Odcień barwo-dźwięku zależy od rodzaju pobudki, ożywiającej twórcę myślo-kształtu. Jeśli pobudka jest czysta, uczucie dobre, życzliwe, wywołana przez nie barwa przywoła i przyciągnie do danego myślo-kształtu istność o tym samym zasadniczym charakterze, która podejmie niejako i wzmocni cechy nadane kształtowi przez pobudkę jego twórcy i będzie działać wedle kierunku przezeń nadanego. Owa przywołana istność wchodzi niejako w stworzony kształt i staje się jego „duszą”, czyli powstaje nowa, niezależna istota w psychicznym świecie, obdarzona pewnym impulsem ku działaniu oraz dynamiką zależną od woli twórcy. A jeśli pobudka - początkowy impuls twórczy - będzie destrukcyjna, mściwa, zła, nienawistna, barwa przezeń wytworzona przywoła też podobną istność, która również podejmie cechy charakterystyczne i kierunek nakreślony przez twórcę i podobnie jak w pierwszym wypadku powstanie niezależna istota,o ywiona szkodliwą energią - dysząca np. gniewem, usiłująca wywrzeć zemstę i przynieść szkodę gdziekolwiek się zwróci; a jeśli „adres” jest wyraźnie pomyślany, skieruje się do poszczególnej osoby i bez wątpienia wyrządzi jej szkodę i przyczyni cierpienia. Wybuch gniewu np. wywoła jakby piorun szkarłatny, który jest jak potężny zew rzucony wśród rzesze istności astralnych, które natychmiast oddźwiękają i cisną się doń gwałtownie, a jedna z nich wchodzi w ten kształt, nadając mu choć nietrwałe lecz samodzielne - od twórcy już niezależne - istnienie o energii złośliwej, burzącej, niosącej szkodę i ból.

Ludzie całkiem nieświadomie, wciąż mówią tym językiem barw, wołając ku sobie setki różnorodnych istot, które rzucają się do przygotowanych kształtów, biorą je niejako w posiadanie i zamieszkują na dłuższy lub krótszy czas. Jeden z Mistrzów Mądrości tak to wyraził: „Każda myśl, która powstaje w umyśle człowieka, jest przezeń mimowiednie rzutowana w otaczający go niewidzialny świat, gdzie staje się jakby żywą i czynną istnością, jednocząc się, a raczej przyciągając ku sobie jedną z elementarnych, czyli podświadomych sił tego królestwa i z nią się łącząc. Trwa tam jako czynna istność - twór poczęty przez umysł człowieka - przez dłuższy lub krótszy czas zależnie od swej początkowej dynamiki - siły i intensywności myśli, która ją stworzyła. Myśl dobra istnieje jako żywa, dobroczynna istota, myśl zła jako złośliwy, szkodzący demon. Można więc rzec, iż każdy człowiek na swym szlaku i przestrzeni otacza się wciąż własnym światłem, składającym się z żywych tworów, zrodzonych przez jego marzenia, chęci, porywy i namiętności. A każda wrażliwa, nerwowa istota, wchodząc w kontakt z tym prądem podlega jego działaniu. Siła i zasięg wpływu tego prądu zależą od intensywności i dynamiki tego indywidualnego świata każdego człowieka”.

Jasnowidze dostrzegają z łatwością smugi wciąż zmieniających się kolorów w atmosferze lub mówiąc ściślej - aurze - człowieka. Każde drgnienie uczucia, każdy ruch myśli dostrzegają jako zmiany barw; a jeśli rozszerzyli dostatecznie skalę postrzegania szybszych wibracji w psychicznym świecie, mogą też obserwować tworzenie się myślo-kształtów jak i skutki, jakie wywołują wśród rzesz istności tej sfery oraz smugi, pręgi, chmury, wybuchy i pioruny różnych barw.